hotele zakopane |Hazard |opony
„— Wiem.
— A czego
— Żyć niebezpiecznie — odpowiedział człowiek w panamie i jeszcze bardziej wyciągnął się na swych krzesełkach. Autor natomiast z wrażenia — a był to mimo wszystko mały zabawny szok, którego nawet tutaj się nie spodziewał — uniósł się był ze swego siedzenia i zaraz usiadł z powrotem.
Gramofon w dalszym cięgu grał. Dziwna rzecz! Był to znowu jakiś skrzypcowy kawałek. Dzierżawca „Sportowej" widocznie gardził ariami, piosenkami lub oberkiem. Przepadał za kameralną muzyką. Łatwe sentymentalne utwory, akurat dostępne dla ubogich wędrownych muzykantek Schomberga. Znów bowiem zawiało Zwycięstwem — aczkolwiek słowo „zawiało". nie pasowało do dusznego bezruchu, do rozleniwionej ospałości, cechującej to wyjątkowo skwarne popołudnie. Wciąż żaden listek nie drgnął. Wciąż prażyło malinowe słońce otoczone mętną mleczną otoczką. Jakaś para — niczym w inspektach — przesłaniała seledyn nisko nawisłych niebios. Obdrapana, zwietrzała, jakby pokaleczona — sennie wznosiła się w głębi, z lekka zaróżowiona teatralna buda, której biografia była i pozostała aż do końca nieznana i niezrozumiała dla autora. Błyszczała żwirem wysypana ziemia. Świetlne plamy drgały na stolikach. Błyszczała zieleń.“(3)
bezpieczne huśtawki |Multilotek |Katalog
„— Wiem.
— A czego
— Żyć niebezpiecznie — odpowiedział człowiek w panamie i jeszcze bardziej wyciągnął się na swych krzesełkach. Autor natomiast z wrażenia — a był to mimo wszystko mały zabawny szok, którego nawet tutaj się nie spodziewał — uniósł się był ze swego siedzenia i zaraz usiadł z powrotem.
Gramofon w dalszym cięgu grał. Dziwna rzecz! Był to znowu jakiś skrzypcowy kawałek. Dzierżawca „Sportowej" widocznie gardził ariami, piosenkami lub oberkiem. Przepadał za kameralną muzyką. Łatwe sentymentalne utwory, akurat dostępne dla ubogich wędrownych muzykantek Schomberga. Znów bowiem zawiało Zwycięstwem — aczkolwiek słowo „zawiało". nie pasowało do dusznego bezruchu, do rozleniwionej ospałości, cechującej to wyjątkowo skwarne popołudnie. Wciąż żaden listek nie drgnął. Wciąż prażyło malinowe słońce otoczone mętną mleczną otoczką. Jakaś para — niczym w inspektach — przesłaniała seledyn nisko nawisłych niebios. Obdrapana, zwietrzała, jakby pokaleczona — sennie wznosiła się w głębi, z lekka zaróżowiona teatralna buda, której biografia była i pozostała aż do końca nieznana i niezrozumiała dla autora. Błyszczała żwirem wysypana ziemia. Świetlne plamy drgały na stolikach. Błyszczała zieleń.“(3)
<<<< Wyprawa zakończyła się
| Vincent usiłował mówić >>>>
bezpieczne huśtawki |Multilotek |Katalog